Dla niedowidzącychRozmiar tekstu: AAA
Polska ma nowe złoża gazu

25-05-2010  Napisali o nas

​Orlen znalazł gazonośne skały na Lubelszczyźnie
 
 To nie pobożne życzenie naukowców i miraże tworzone przez koncerny wydobywcze. Polska ma gaz z łupków. Największa polska firma naftowa znalazła skały, z których można go wydobywać. Złoża są zlokalizowane na terenach koncesji wydobywczych Orlenu na Lubelszczyźnie. Wyniki badań sejsmicznych analizujących m.in. układ warstw skalnych są bardzo obiecujące. Potwierdzają: w skałach położonych na głębokości 2,5 - 4,5 kilometra jest gaz. - To, co zakładaliśmy pierwotnie, potwierdza się. Wytypowaliśmy już najbardziej perspektywiczne obszary - mówi Wiesław Prugar, prezes Orlen Upstream, spółki wydobywczej płockiego koncernu. Co dalej? Pełne wyniki badań gotowe będą w październiku. Na jesieni koncern podejmie decyzję o kierunku dalszych poszukiwań. I zacznie dowiercać się do gazonośnych skał. Pierwsze 2-3 odwierty miałyby być wykonane już w przyszłym roku. Łącznie na etap poszukiwań Orlen ma wydać nawet ponad 100 mln zł. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, płocki koncern zainwestuje w wydobycie łupków. Nie będzie robił tego jednak sam. Nasze firmy nie mają bowiem skomplikowanej i kosztownej technologii wydobycia takiego gazu. Spółka poszukuje więc partnerów strategicznych. Jak ustaliliśmy, PKN podpisał już w sumie Lane Energy, South West Energy, a także koncernami Eni i Shell. Nie wiadomo jeszcze, jak dużo gazu mogą zawierać skały na terenach, które obejmuje koncesja Orlenu. Według szacunków amerykańskich firm konsultingowych w całej Polsce możemy mieć pokłady liczące nawet 3 biliony metrów sześciennych. A rocznie zapotrzebowanie naszego kraju to w tej chwili 14 miliardów metrów sześciennych. Gdyby więc te prognozy się potwierdziły, Polska mogłaby uniezależnić się od zewnętrznych dostaw z Rosji, a nawet stać się eksporterem gazu.
"Polska energetycznym tygrysem Europy" - tego rodzaju tytuły już krążyły pod gazetach, gdy okazało się, że struktura geologiczna naszych skał może być identyczna jak tych, z których Amerykanie wydobywają gaz łupkowy. To świetnie, że Polska ma - najprawdopodobniej - poważne złoża. Bardzo dobrze, że trwają intensywne zabiegi 0 jak najszybsze uruchomienie wydobycia. Tyle że jak najszybsze oznacza w tym biznesie ładnych parę lat. Tymczasem łatwo zacząć wymachiwać łupkową szabelką, mimo że gazową potęgą jeszcze nie jesteśmy, a używana przy każdej okazji formułka "bezpieczeństwo energetyczne" jeszcze nie nabrała konkretnych kształtów. A gazowych wyzwań dla Polski tak czy inaczej jest sporo i każde zaniechanie może nas słono kosztować. To budowa terminalu LNG 1 podpisanie kontraktu z Rosjanami. A ten - choć wynegocjowany - zawisł w próżni, ostatecznych podpisów nie ma. Rosjanie z pewnością nie są i nie będą szczęśliwi z powodu postępów prac nad łupkami w Polsce. To może skomplikować ich biznes. Ale uruchomienie LNG to perspektywa kilku zim, produkcji gazu z łupków - zapewne jeszcze dłuższa. Warto zadbać o to, by budując potęgę, nie zostać na jakiś czas z deficytem gazu. Według amerykańskich badań w Polsce mamy nawet 3 bln m sześc. gazu łupkowego. Gdyby sprawdziły się te prognozy, dysponowalibyśmy zasobami surowca 200 razy większymi, niż wynosi nasze roczne zapotrzebowanie. Moglibyśmy więc całkowicie uniezależnić się od dostaw z Rosji. Dziś zależność importu od surowca sięga 73 proc. Dzięki gazowi niekonwencjonalnemu nie tylko stalibyśmy się samowystarczalni pod względem zaopatrzenia w gaz, ale Polska wyrosłaby także na eksportera surowca. Dobry interes zwietrzyły już amerykańskie koncerny, które wykupiły większość koncesji poszukiwawczych w Polsce. - To jasne, że giganty, takie jak Exxon, Chevron, Conoco i Marathon, nie wchodzą do Polski, aby konkurować na bardzo małym lokalnym rynku gazu, który jest dobrze zagospodarowany i monopolistycznie podzielony. Ich celem jest eksport na lukratywne i duże rynki Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch - twierdzi Grzegorz Pytel, ekspert Instytutu Sobieskiego. Rynek poszukiwań gazu łupkowego w Polsce został już praktycznie podzielony. Resort środowiska wydał bowiem 58 koncesji, które pokrywają prawie wszystkie najatrakcyjniejsze pod tym względem regiony Polski. Państwowy Instytut Geologiczny prowadzi jeszcze prace nad nowymi koncesjami, ale nie są to już tak perspektywiczne obszary. Za dwa tygodnie pierwsze wiercenia rozpocznie amerykańska Lane Energy współpracująca z Conocophillips. Potem ruszą kolejne, prowadzone przez światowych potentatów branży (m.in. Exxon, Chevron) oraz rodzime koncerny PGNiG i PKN Orlen. Ich efekty poznamy jednak dopiero za 3-5 lat. Tyle czasu trwają bowiem badania i ich analiza. Jak się dowiedzieliśmy, Orlen zakończył już pierwszy etap badań, który wykazał, że prognozy Amerykanów mogą się potwierdzić. Analiza sejsmiczna pięciu koncesji na Lubelszczyźnie jest obiecująca. Spółka zamierza teraz pozyskać partnera do dalszych poszukiwań, co ma ułatwić jej dostęp do know-how i technologii oraz zminimalizować ryzyko związane z poszukiwaniami surowca. PKN podpisał już listy intencyjne z 15 firmami. Koncern podzieli się więc kosztami związanymi z poszukiwaniami, które szacuje się na grubo ponad 100 mln zł. Spółka chce zagwarantować sobie jednak pierwszeństwo do wydobycia surowca z odkrytych złóż. O opłacalności wydobycia zdecyduje jednak rynkowa cena gazu ziemnego. - Nie wykluczamy wcale tego, że będziemy mieli własny gaz z łupków, ale nie będzie się opłacało ich eksploatować, właśnie ze względu na niską cenę surowca - przyznaje Henryk Jacek Jezierski, wiceminister środowiska i główny geolog kraju. Jak się podkreśla, ceny gazy łupkowego są z reguły wyższe niż gazu konwencjonalnego. To efekt m.in. tego, że wiercenia są bardzo drogie. - Na jeden otwór o głębokości 3,5 tys. metrów trzeba przeznaczyć nawet 30 mln zł - mówi Wiesław Prugar, prezes Orlen Upstream. Szacuje się, że na inwestycje w wydobycie firmy zainteresowane gazem niekonwencjonalnym będą musiały wydać nawet kilka miliardów złotych rocznie. Choć koszty technologii będą coraz mniejsze, to niska cena gazu konwencjonalnego może i tak okazać się zabójcza dla projektu łupkowego. Według analiz Credit Suisse dziś próg opłacalności wydobycia gazu niekonwencjonalnego to 280 dol./tys. m sześc. To mniej więcej tyle, ile płacimy za gaz importowany z Rosji, ale o 40 - 80 dol. więcej, niż wynosi cena gazu norweskiego czy sprowadzanego z Kataru. Obecnie eksploatacja gazu złóż niekonwencjonalnych byłaby więc na granicy opłacalności. Jak jednak zachowają się ceny gazu za 10 - 15 lat, gdy ruszy już wydobycie gazu łupkowego w Polsce? Tego dziś oczywiście nie wiadomo. Eksperci wskazują jednak, że posiadanie zasobów złóż tego typu ma dodatkowe znaczenie. Jeśli bowiem nawet nie będzie opłacało się ich eksploatować, to dzięki nim Polska zyska niską cenę gazu konwencjonalnego. Analitycy uważają bowiem, że Gazprom za wszelką ceną będzie chciał sprawić, by wydobycie gazu niekonwencjonalnego w Polsce było nieopłacalne. - Możemy liczyć na to więc, że będzie obniżał cenę surowca dostarczanego Polskiemu Górnictwu Naftowemu i Gazownictwu - przekonuje przedstawiciel branży.
 
 HENRYK JACEK JEZIERSKI mówi o korzyściach ze sprzedaży koncesji poszukiwawczych Państwo:
 Amerykańskie prognozy, mówiące nawet o 3 bln m sześc. gazu łupkowego, który może znajdować się w Polsce, robią wrażenie. Część geologów podchodzi jednak do nich sceptycznie. Czy można dziś potwierdzić wiarygodność szacunków? Nie. Powstały one wyłącznie - na podstawie porównania warunków geologicznych, jakie są w USA i w Polsce. Oczywiście naukowcy mogą mieć jakieś przewidywania, natomiast ja, jako główny geolog kraju, o zasobach mogę mówić dopiero wówczas, gdy mam dokumentację, która je potwierdza. Ponieważ nie mamy żadnych udokumentowanych złóż, mogę powiedzieć tylko, że zasoby gazu łupkowego w Polsce wynoszą zero. Czyli na razie trzeba ostudzić hurraoptymizm? Dobrze, że Amerykanie podali swoje szacunki, bo one spowodowały, iż staliśmy się atrakcyjnym rynkiem do inwestowania w poszukiwania. Ryzyko tych poszukiwań, podobnie jak koszty, jest ogromne i polskich podatników nigdy nie byłoby na nie stać. Stać na nie m.in. amerykańskie firmy, które zdobyły większość koncesji poszukiwawczych. Ile Skarb Państwa zarobił już na ich sprzedaży? Opłaty koncesyjne nie są duże, bo interesem Skarbu Państwa przy koncesjach poszukiwawczych nie jest zarabianie pieniędzy, tylko zachęcenie do zainwestowania w Polsce. I to się udało. Liczymy, że teraz firmy te zaangażują swoje pieniądze w prowadzenie ryzykownych prac geologicznych. Czas na zarobek przyjdzie, gdy ten gaz zostanie już znaleziony i będzie wydobywany. Wówczas naliczane będą m.in. opłaty eksploatacyjne, za użytkowanie górnicze, podatki lokalne. I to będą korzyści Skarbu Państwa. Nie mówiąc już o tym, że będziemy mieli ten gaz na terenie Polski, na czym nam przecież bardzo zależy. Ale korzyści jest znacznie więcej. Zarobią ci, którzy będą sprzedawać lub dzierżawić tereny, na których będą prowadzone prace. Poza tym, gdy już rozpocznie się eksploatacja złóż, ktoś będzie musiał wykonywać setki otworów wiertniczych. To szansa dla rozwoju całej gałęzi przemysłu wydobywczego w Polsce. W efekcie pojawią się nowe miejsca pracy. Jeśli poszukiwania zakończą się sukcesem, kiedy będzie mogło ruszyć wydobycie i kto będzie eksploatował te złoża? Prawdopodobnie firmy, które mają koncesje na poszukiwanie. Prawo geologiczne i górnicze mówi, że kto udokumentował, ma pierwszeństwo w ciągu dwóch lat do wystąpienia z wnioskiem o eksploatację. Przetargi na złoża możliwe będą dopiero, gdy minie okres dwóch lat, a firma nie złoży wniosku. O terminie rozpoczęcia wydobycia gazu trudno w tej chwili mówić. Na razie mamy etap prowadzenia prac poszukiwawczych, który zakończy się za pięć lat. Wtedy będziemy wiedzieli, czy w ogóle mamy złoża. Później kolejny etap to bardzo długotrwały proces uruchomienia złoża. Trzeba uzyskać zgody, wynegocjować warunki eksploatacji, przeprowadzić oceny oddziaływania na środowisko.
 
 Amerykanie, którzy jeszcze 4 - 5 lat temu rozbudowywali na potęgę swoje terminale LNG i zastanawiali się, skąd importować gaz, by zaspokoić krajowy popyt na surowiec, dzięki gazowi z łupków stali się samowystarczalni. Jego rosnące wydobycie w USA, a także planowane w Europie niespodziewanie stało się jednym z najważniejszych problemów Gazpromu. Nowa technologia pozyskania gazu już odbiła się na pozycji rynkowej rosyjskiego giganta, a wkrótce może całkowicie nią zachwiać. Gaz łupkowy przekształcił rynek gazowy USA z deficytowego w samowystarczalny. To z kolei spowodowało nadmiar gazu na światowych rynkach i nadmiar gazu skroplonego (LNG). Efekt? Konkurencyjność rosyjskiego surowca w Unii Europejskiej mocno spadła. Dziś taniej można kupić surowiec z Norwegii lub Kataru. A będzie jeszcze gorzej. Nocny koszmar prezesów Gazpromu może się ziścić już za kilkanaście lat. W takiej perspektywie może ruszyć bowiem wydobycie gazu niekonwencjonalnego m.in. w Polsce, Niemczech, we Francji, na Węgrzech czy na Ukrainie. Rosjanie mogą stracić zatem kolejne rynki zbytu. Amerykanie wyprą Rosjan Rolę rozgrywającego w gazowych szachach od Moskwy przejmie Waszyngton. To właśnie Amerykanie są liderem pod względem wydobycia gazu łupkowego, posiadają także kosztowną technologię jego pozyskania. Dzięki temu koncerny z USA zdobyły już większość koncesji na poszukiwanie gazu niekonwencjonalnego na Starym Kontynencie. Gdy ruszy eksploatacja tych złóż, może się okazać, że Europy w surowiec nie zaopatruje już Gazprom i spółki z nim powiązane, lecz takie firmy jak Chevron, Exxon, Conocophillips. Analitycy uważają jednak, że pozyskanie gazu łupkowego w Europie może się okazać kłopotliwe. Jednym z problemów jest brak sprzętu. Amerykanie mają 2 tysiące lądowych wież wiertniczych, Europa - jedynie 70. Do tego dochodzą kwestie ochrony środowiska związane z odpowiednim zabezpieczeniem wywierconej studni przed przenikaniem środków chemicznych do wód gruntowych.
 

Dziennik Gazeta Prawna, nr str.: 1, 2010-05-25, autor: Michał Duszczyk, Marcin Piasecki

« powrót

 
 
 

Marki Grupy ORLEN